Nie wierzę w niepełnosprawność, czyli krótka historia…

Początek będzie mało kabaretowy. 16 maja zmarł Cygan czyli Józef Kowpacz (ksywa zawsze była bardziej popularna od nazwiska) jeden z najważniejszych aktorów Absurdalnego Kabaretu. Ten dzień to koniec dwunastoletniej działalności chorzowskiej wędrownej trupy, która konsekwentnie skrywała swą niepełnosprawność. Wszyscy jej aktorzy niemal całe życie spędzili w Domu Pomocy Społecznej Republika w Chorzowie. Gdy w 1992 r. zlecono mi opiekę duszpasterską nad tym domem, miałem już spore doświadczenie w pracy z niepełnosprawnymi w ramach letnich kolonii. Tak, ale na koloniach miałem do pomocy 30 opiekunów. A w Chorzowie stanąłem sam przed czterdziestką niepełnosprawnych intelektualnie w różnym wieku. W całym Domu było ich wówczas 107 rozmieszczonych w wieloosobowych salach. Z tą czterdziestką w każdą środę prowadziłem lekcje religii. Temat zmieniał się co dwie, trzy minuty. Każda sytuacja mogła stać się pretekstem do religijnych refleksji. A najbliżej mnie siedział 40 – letni Jerzyk, który na przemian albo klął albo mówił z radością „Alleluja”. To ostatnie było śladem wieloletniej obecności sióstr Boromeuszek w tym Domu. To one powołały do życia orkiestrę, nauczyły wielu piosenek, wierszy.

Któż jednak chce słuchać trzydziestoletniego niepełnosprawnego deklamującego wierszyk o Koperniku? Z takich występów rodzi się co najwyżej przekonanie, że tacy głupi to ci niepełnosprawni jednak nie są. Były umiejętności, trzeba było stworzyć odpowiedni repertuar i stworzyć okazję do teatralnego spotkania.

Dlaczego akurat kabaretowego? A jakąż formę można było wybrać będąc świadkiem np. następującej sceny: jeden z uczestników w ramach pewnej lekcji użył słowa „maniak”. Mając świadomość, że trudno będzie zdefiniować komukolwiek to słowo zapytałem czy pośród obecnych jest ktoś kogo można w ten sposób nazwać. Padła odpowiedź: proszę księdza oni są wszyscy upośledzeni. To słowo „oni” wypowiedziane przez  niepełnosprawnego to chyba pierwszy moment kiedy przestałem wierzyć w niepełnosprawność. Jakże w nią wierzyć gdy niektórzy z mieszkańców chorzowskiego Domu grali na trzech instrumentach muzycznych. Ja, po dzień dzisiejszy, na żadnym.

Dowiedz się wiecej o projekcie »